Śro, 10 Mar 2010, 7:11 CET, NY 1:11, Londyn 6:11, Tokio 15:11, WIG20 -0.53% | Otwarcie rynku w Warszawie za 1 godzinę i 49 minut |
Rynek amerykański Piotr Kuczyński - Xelion 19 Lutego 2010 22:07
Komentarze bez kilkudniowego opóźnienia...
We wtorek, po 3 dniach odpoczynku, Amerykanie wrócili do gry pełni optymizmu. Przypominam, że już w piątek przed tym długim weekendem widać było dużą niechęć do sprzedaży akcji. To z byle powodu musiało zaowocować wzrostem indeksów. Szukanie uzasadnień typu raport kwartalny Barclays, czy sprawa Grecji (nadal tak zagmatwana jak była w piątek) nie ma sensu. Rynki chciały korekty (wzrostowej) i ją otrzymały. Dwuprocentowe wzrosty pokazały, że gracze uważają korektę za skończoną. Nie przeszkodziło im nawet ostrzeżenie Thomasa Hoeniga (szef Fed z Kansas City), który twierdzi, że rząd musi ograniczyć wydatki i zadbać o wpływy podatkowe, bo inaczej wpędzi USA w kolejny kryzys.
W środę indeksy wzrosły o pół procent. Bykom pomagały dane makro, ale wydarzeniem było opublikowanym na dwie godziny przed końcem sesji protokole z ostatniego, styczniowego posiedzenia FOMC. Znalazły się tam też nowe prognozy Fed. Jeśli chodzi o wzrost PKB to podniesiono dolną granicę prognoz na ten rok z 2,5 na 2,8 proc. (górna nadal na 3,5 proc.). Nic dobrego Fed nie widzi na rynku pracy. Dolną granicę prognoz stopy bezrobocia podniesiono z 9,3 na 9,5 proc. (górna nadal na 9,7 proc.). Fed obawia się też szybszego wzrostu inflacji w średnim okresie. Prognozy na 2010 rok zmieniono z 1,0 – 1,5 proc. na 1,1 – 1,7 proc. Były i prognozy na 2011, ale wg mnie to jest już kompletne wróżenie z fusów. Jak widać dla każdego było coś miłego. Najważniejsze były jednak nie prognozy i oceny, ale fakt podjęcie bardzo poważnej dyskusji na temat wyjścia z inwestycji w aktywa, którymi to inwestycjami Fed zasilał rynek w gotówkę. Wszyscy członkowie FOMC uważali, że należy zmniejszyć ilość nabywanych w czasie ostrej fazy kryzysu aktywów. Kilku z ich uważało, że należy zacząć je sprzedawać już wkrótce. To przekonanie mogło się w lutym nasilić.
W czwartek w USA indeks S&P 500 stał przed poważnym zadaniem: przed wzrostami bronił obóz niedźwiedzi poważny opór na wysokości 1.104 pkt., do którego indeksowi brakowało 4,5 pkt. Wydawało się, że byki sobie z tym oporem bez większego wysiłku poradzą i rzeczywiście udało się go naruszyć, ale po sesji niespodziankę sprawił Fed. Podniósł o 0,25 pkt. proc. stopę dyskontową (z 0,5 do 0,75 proc.), czyli stopę, po której pożycza środki bankom komercyjnym. Fed tłumaczy takie posunięcie „normalizacją” swojej polityki, a sam ruch było oczekiwany, bo tydzień temu zapowiedział go Ben Bernanke, szef Fed. Jednak spodziewano się, że Fed zdecyduje się na taki ruch najwcześniej w marcu. Nagła decyzja, niezwiązana ze standardowym, planowanym posiedzeniem, daje więcej do myślenia, niż sam fakt podniesienia stóp. Fed zasygnalizował bardzo wyraźnie (i bardzo chciał, żeby to był wyraźny sygnał): kończymy łagodną politykę monetarną. Skąd taka decyzja? Fed najwyraźniej zaczyna się bać inflacji.
Pisałem w piątek rano, że negatywny wpływ tej decyzji na rynki może być niewielki. Gracze przecież mogli powiedzieć sobie, że skoro tak szybko i nieoczekiwanie podniesiono stopę dyskontową (zostawiając jeszcze na długo główną) to znaczy, że uważają, iż gospodarka jest w bardzo dobrym stanie. Do takiej interpretacji potrzebny był jednak dobry raport o inflacji CPI (wykres z grudnia). Byki miały szczęście – rzeczywiście bardzo im pomógł. Inflacja (m/m) wzrosła o 0,2 proc. (oczekiwano wzrostu o 0,3 proc., a inflacja bazowa spadła o 0,1 proc. (oczekiwano wzrostu o 0,1 proc.). Pamiętać jednak trzeba, że inflacja w skali roku jest nadal na bardzo wysokim poziomie (2,6 proc.). Przy stopach procentowych 0 – 0,25 proc. taka inflacja jest wręcz olbrzymia. Powodu do radości nie było, ale z pewnością nie było też powodu do wyprzedaży akcji.
Dodatkowo pomógł bykom William Dudley, szef Fed z Nowego Jorku. Powiedział on, że zapewnienie FOMC, który ostatnio twierdził, że główna stopa procentowa będzie utrzymana przez “czas dłuższy”, nadal obowiązuje. Miał rację, bo można nawet wątpić, czy FOMC w tym roku podniesie stopy. Nie zmienia to jednak postaci rzeczy, że będzie wycofywał środki pomocowe, którymi w ostrej fazie kryzysu zwiększał płynność na rynku finansowym. Poza tym rynkowe stopy procentowe będą rosły, bo będą rosły rentowności obligacji.
Interesujące rzeczy działy się na rynku walutowym. Po dużym, wtorkowym wzroście w środę kurs EUR/USD zanurkował notując spadek o podobnej do wtorkowego wzrostu skali. Rosły też rentowności obligacji, co dolarowi bardzo pomagało. W czwartek kurs znowu mocno spadł, ale w piętek, po decyzji Fed i po publikacji danych o inflacji kurs ruszył na północ. Kolejny spadek kursu EUR/USD sygnalizuje, że wzrostowa korekta rodzić się będzie w bólach, ale nie wykluczam, że piątkowy zwrot jest już jej początkiem. Wzrosła rentowność obligacji. Gracze boją się, ze wyprzedaż przez Fed obligacji związanych z rynkiem hipotecznym zwiększy rynkowe stopy procentowe (tak rzeczywiście będzie). Sygnał sprzedaży obligacji (szczególnie 30. letnich) jest coraz mocniejszy, a to może niedługo zacząć niepokoić inwestorów na rynku akcji.
Gwałtowne zmiany na rynku walutowym zdumiały graczy na rynku surowców, ale zwyżki cen zostały wypracowane. Najlepiej zachowała się miedź, która najmocniej się przedtem korygowała. Był to już drugi tydzień potężnego wzrostu ceny, która usiłuje powrócić do trendu wzrostowego, ale będę się dziwił, jełki jej się uda. Ropa nadal mocno siedzi w trendzie wzrostowym. Złoto, najmocniej skorelowane z dolarem, zachowało się najsłabiej, ale widać już, że tez chce ruszyć na północ. Potrzebna jest tylko korekta na rynku EUR/USD. Jak widać związek cen surowców z dolarem staje się jednokierunkowy. Każdy wzrost EUR/USD mocno podnosi ceny surowców, ale spadek EUR/USD niespecjalnie im szkodzi.
Dane makro były jak zwykle mieszane, ale z przewagą tych pozytywnych. Indeks NY Empire State pokazujący jak zachowuje się w lutym gospodarka regionu Nowego Jorku wzrósł zdecydowanie mocniej niż oczekiwano (z 15,92 na 24,9 pkt.). Indeks Fed z Filadelfii, pokazujący jak zachowuje się gospodarka regionu, też wzrósł mocniej niż oczekiwano (z 15,2 na 17,6 pkt.). Od dłuższego już czasu rynki lekceważą dane regionalne, ale tym razem gracze z przyjemnością wykorzystali te raporty. Niezłe też były dane o produkcji. Wzrosła o 0,9 proc. (oczekiwano 0,7 proc. m/m), a wykorzystanie potencjału pozostało bez zmian (72,6 proc.). Nieco niepokoić mogły dane z rynku pracy. Okazało się, że przybyło 473 tys. nowych wniosków o bezrobocie (oczekiwano spadku z 440 do 430 tys.). Jednak średnia 4 tygodniowa spadła, a ogólna ilość wniosków nie zmieniła się, a to znacznie osłabiło negatywną wymowę tego raportu.
Raport z rynku nieruchomości był bliski prognozom. Dane z rynku kredytów hipotecznych w USA nie pokazały większych zmian sytuacji. Indeks tego rynku spadł w ostatnim tygodniu o 2,1 procent (to bardzo mało na tym rynku), indeks refinansowania o 1,2 proc., a średnia cena kredytu 30 letniego pozostała na niezmienionym poziomie (4,94 proc.). Ilości rozpoczętych budów domów wzrosła o 2,8 proc. (ale dane z poprzedniego miesiąca zweryfikowano w górę), a ilość pozwoleń na budowę spadła o 4,9 procent. Jeśli bierze się pod uwagę to, że zima była w USA surowa to trzeba stwierdzić, że dane były niezłe. Indeks rynku nieruchomości podawany przez NAHB wzrósł mocniej niż oczekiwano – z 15 na 17 pkt. To nadal bardzo niski pozioma, ale z pewnością takie dane nie mogły zwiększyć podaży akcji.
W kolejnym tygodniu na rynek dotrą publikowane w kolejnych dniach raporty kwartalne wielu firm sektora sprzedaży detalicznej (Lowes, Nordstrom, Home Depot, Office Depot, Sears Roebuck, Target, Kohls). To one mogą mieć większy wpływ na nastroje niż publikowany przez Conference Board indeks nastroju, czy weryfikacja indeksu Uniwersytetu Michigan. Wszak liczy się to, co Amerykanie robią, a nie to, co mówią. Oprócz tych raportów znaczenie dla graczy mogą mieć dane o sprzedaży domów (na rynku wtórnym i pierwotnym), o zamówieniach na dobra trwałego użytku oraz pierwsza weryfikacja raportu o amerykańskim PKB w czwartym kwartale. Ten ostatni raport ma o tyle znaczenie, że pierwszy szacunek pokazał wzrost aż o 5,7 procent. Weryfikacja go zmniejszy, ale nie widomo o ile. Bardzo duże zmniejszenie zaszkodziłoby bykom, mimo że to już jest historia.
W środę i w czwartek pojawi się też Ben Bernanke, szef Fed zeznający przed komisjami Senatu i Kongresu. Jak zwykle gracze będą szukali czegoś, co mogłoby im posłużyć jako pretekst i zapewne coś znajdą. Tyle tylko, że nie wiadomo, co to będzie. Nieco bardziej prawdopodobne jest poszukiwanie czegoś negatywnego, bo co prawda indeks S&P 500 pokonał kluczowy poziom 1.104 pkt., ale w drodze na szczyt powinien zrobić jednak jakiś przystanek.
Wykresy:
  S&P 500 przełamał dolne ograniczenia kanału 10. miesięcznego trendu rozpoczynając korektę tego wzrostu. Wyszedł też dołem z blisko trzymiesięcznego klina wznoszącego, co zapowiadało spadek do jego podstawy, czyli w okolice 1.030 pkt. (już prawie wykonane). Istnieje szansa na wykształcenie formacji odwróconej RGR (jeśli pokona wyraźniej 1.104 pkt.). Wsparcie na 1.044 pkt. Opór na 1.104 pkt. został tylko naruszony – następny na 1.134 pkt.
DJIA przełamał dolne ograniczenia kanału 10. miesięcznego trendu, co jest sygnałem sprzedaży. Opór na 10.389 pkt. Wsparcie w okolicach 9.688 pkt.
TRIN dał sygnał kupna.
Na NASDAQ przełamał dolne ograniczenia kanału 10. miesięcznego trendu rozpoczynając korektę tego wzrostu. Wyszedł też dołem z blisko trzymiesięcznego klina wznoszącego, co zapowiadało spadek do jego podstawy, czyli w okolice 2.050 pkt. Teraz w korekcie wzrostowej. Wsparcie na 2.100 pkt. Opór na 2.266 pkt. Treść powyższej analizy jest tylko i wyłącznie wyrazem osobistych poglądów jej autora i nie stanowi "rekomendacji" w rozumieniu przepisów Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 r. w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, lub ich emitentów (Dz. U. z 2005 r. Nr 206, poz. 1715). Analiza nie spełnia wymogów stawianych rekomendacjom w rozumieniu w/w ustawy, m.in. nie zawiera konkretnej wyceny instrumentu finansowego, nie opiera się na żadnej metodzie wyceny, a także nie określa ryzyka inwestycyjnego. Jest tylko i wyłącznie osobistą opinią autora. Zgodnie z powyższym serwis Stooq oraz autor nie ponoszą jakiejkolwiek odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podejmowane na jej podstawie.
Wcześniejsze komentarze
|
|
|